Krówkowe przeznaczenie.


Oparte na faktach.


Nie mogło to czekać do rana.

Pragnienie pojawiło się tak nagłe i intensywne, że opór nawet nie przyszedł jej do głowy. Z jakiegoś powodu Klaudia potrzebowała krówki. Może to były hormony. Może dlatego, że w końcu nabrała apetytu. Ale potrzebowała krówki. Nie takiej, które zwykle robiła o tej porze roku, topiąc czekoladowe kawałki w kuchence mikrofalowej. Klaudia potrzebowała ciężkiej, jedwabistej krówki, którą robiła jej babcia – takiej, jaką robi się w rondlu z cukierkowym termometrem.

Potrzebowałeś podwójnego brojlera?

Klaudia nie była już pewna. Zamknęła oczy i próbowała sobie wyobrazić, jak mama przy kuchence kręci wielką drewnianą łyżką, w kółko, w kółko, jak sekundnik na zegarze ( nie może się przypalić), mieszając i podnosząc z takim zręcznym ruchem.

Ale Klaudia mogła obserwować to wspomnienie tylko spoza patelni, z miejsca, w którym siedziała przy blacie z książeczką do kolorowania, a później ze skoroszytem, a jeszcze później z laptopem.

Nie wiedziała, czy patelnia zawiera podwójny brojler.

Było za późno na telefon. Dwadzieścia po dwunastej. Mama niezawodnie poszła spać o dziewiątej.

Google by wiedział, pocieszyła się Klaudia. Wpisała: „ przepis na krówkę” w małym białym pudełku i przewinęła zbyt wiele przepisów na gotowane w kuchence mikrofalowej chipsy czekoladowe, po czym wpisała: „ krówki, które robisz za pomocą termometru do cukierków ”.

Tak było lepiej. Mleko skondensowane brzmiało znajomo, ale im więcej czytała, tym bardziej Klaudia wątpiła we własną pamięć. Mleko skondensowane czy odparowane? Czy był to cukier i kakao w proszku, czy może czekolada piekarska? Było sto odmian.

Była całkiem pewna, że ​​istnieje ekstrakt waniliowy (wiedziała, że ​​był to tajemny składnik mocy jej rodziny) i była pewna, że ​​wszystkie te zmienne będą miały znaczenie, jeśli chodzi o uzyskanie dokładnego smaku i konsystencji, której pragnęła – coś, co można by utrzymać w ustach, smak powoli topniejący. Jak dobra pamięć. Giętki rodzaj krówki pomarszczonej i pękającej jak skóra. Gdyby mogła zatracić się w jednym kęsie, może to by wygładziło ten okropny tydzień.

Próbowała się skoncentrować: kuchnia babci Nory. Żółte linoleum, ciemnobrązowe szafki ze starymi mosiężnymi gałkami w kształcie kwiatów. Klaudia zwykle tam była, kiedy babcia robiła jej krówki. Z kuzynami, na uboczu, dekorując filcowe ozdoby farbami puchowymi. Teraz próbowała odtworzyć zapachy. Masło. Wanilia… Nie pamiętała co dalej. Mętlik, pustka…

Zanim Klaudia była wystarczająco dorosła, by faktycznie pomagać, miała inne zainteresowania, te lepsze jej zdaniem – turnieje przemówień, projekty wolontariuszy, grupy badawcze. W głębi jej umysłu może zawsze myślała, że ​​przyjdzie ten czas, kiedy będzie mogła się tego nauczyć, a później przekazać tajemny przepis dalej.

Babcia Nora przestała gotować po udarze. Mama przez chwilę próbowała robić krówki, ale po kilku latach straciła na sile, a później kuzyni przestali się zbierać na święta. Dopiero wtedy to do nas doszło, dopiero wtedy zrozumieliśmy. Babcia była cukrem, mlekiem skondensowanym czy czymkolwiek, co trzymało wszystkich razem.

Klaudia próbowała sobie przypomnieć. To był przepis rodzinny – taki, którego nigdy nie trzeba zapisywać. Zostało to zapisane w ich mitochondrialnym DNA, podejrzewała Klaudia – fragmenty kodu molekularnego przekazywane były niezmienione z matki na córkę z każdym pokoleniem. Mamy, babcie i córki robiły te krówki od co najmniej XIX wieku, prawdopodobnie na temperamentnych piecach opalanych drewnem lub węglem.

„Pamiętam, kiedy moja babcia Ira robiła to krówki…” – mówiła czasami babcia Nora, a jej brązowe oczy pochłaniały całe światło z pokoju i zamieniały je w coś, co błyszczało w jej głowie.

Klaudia wyobraziła sobie ich, łańcuch kobiet mieszkających blisko siebie, zbierających się w zaniedbanych kuchniach w niebieską kratkę, wokół drewnianych blatów i barów pokrytych formiką, aby upiec krówki i ciasta rumowe oraz ciasteczka z odciskami palców. I oto ona, dwa pokolenia później, z przepisami Google. Pytanie do komputera.

Klaudia zawsze uważała się za łamaczkę więzi rodzinnych i zawsze uważała to za dobrą rzecz. Teraz, stojąc samotnie w swojej kuchni z kremową podłogą z porcelany i eleganckim barem ciągnącym wiśniowe szafki, czuła się po prostu zepsuta. To ona miała złamać tę tradycję.

Mama by pamiętała. Mogła zadzwonić rano. Ale pragnienie było tak głębokie i natychmiastowe, że myśl o czekaniu ledwo przeszła przez umysł Klaudii. Ta potrzeba ją pochłonęła, gdy przeszukiwała swoją spiżarnię. Cukier. Kakao w proszku. Wanilia.

Nauczyła się gotować, ale zawsze nowe przepisy, własne odkrycia. Klaudia przypomniała sobie podniesione brwi swojego taty w Święto Bożego narodzenia: „Dlaczego zmieniłaś tak wyśmienity przepis?”

Dlaczego nie? Być innym, aby podnieść poprzeczkę. W zeszłym miesiącu bycie innym nie oznaczało bycia oddzielnym, odseparowanym. Teraz stawka się zmieniła i Klaudia chciała tylko rodzinnego przepisu.

Nauczyła się gotować, ale nigdy nie korzystała z przepisów rodzinnych. Ile świąt Bożego Narodzenia przegapiła, rozproszona imprezami biurowymi, wyjazdami na narty i sąsiedzką wymianą ciastek w innych kuchniach inspirowanych Europą, gdzie piekarze prezentowali starannie zalane krówki królewskie lukrem i kryształkami cukru, które błyszczały jak śnieg na świątecznych talerzach Lewandowskich, Gesslerów, Karolaków, Majdanów, popijając Cabernet z kieliszków z szerokim rondem.

Postanowiła spróbować swoich sił… z mlekiem i masłem zamiast podwójnego brojlera, lekkomyślnie mieszając i dopasowując z internetowych przepisów, kierując się przebłyskami światła i pamięcią zapachów.

W dużym i ciężkim rondlu wymieszaj trzy pierwsze składniki, a następnie dodaj mleko, a na ekranie telefonu pojawiła się reklama, po czym Klaudia wróciła do przepisu. Gotuj na średnim ogniu, ciągle mieszając, aż mieszanina osiągnie pełnie wrzenia. Gotować do 234 stopni F lub do momentu, gdy syrop wrzucony do bardzo zimnej wody utworzy miękką kulkę, która spłaszcza się po wyjęciu z wody .

Stopnie fahrenheita? – pomyślała – Nie mogli podać celsjusza?

Dlaczego wcześniej nie pamiętała, jak babcia trzyma szklankę wody z lodem przy kuchence? Sposób, w jaki patrzyła na miksturę z krówką (jaki był znak, którego szukała?), Wrzucając tylko odrobinę mikstury do szklanki, sięgając po nią ręką. To wspomnienie uderzyło Klaudię jak fala. To była szokująca część – babcia Nora wsadziła rękę do wody po wszystkich jej upomnieniach przy stole: Trzymaj ręce z dala od wody…

W porządku; jest inaczej ”, powiedziała babcia. Czy to z prawdziwym mrugnięciem? A może to mrugnięcie było tylko w jej głosie? „Zasady stołu nie obowiązują w kuchni”. I wcisnęła w palce kulkę krówki i dała ją Klaudii do spróbowania. Tylko Klaudii, bo oprócz babci Nory tylko ona tam była.

Dlaczego potrzebowałam internetowego przepisu, aby pobudzić tę pamięć? Może dlatego, że mama użyła cukierkowego termometru. Nie miała takiego talentu jak babcia. Opierała się na nauce, a nie na sztuce, pomyślała Klaudia, pociągając za długi uchwyt w szafce i szperając w szufladzie w poszukiwaniu własnego cukierkowego termometru. To był prezent ślubny i nie pamiętała, żeby go używała.

W przypadku większości rzeczy wrzenie było wrzeniem. Szukało się bąbelków i nic innego jakoś nie miało znaczenia. Pamiętała, jak mama wyciągnęła kiedyś partię krówek i wrzuciła je drewnianą łyżką z patelni do kosza na śmieci z taką gwałtownością, że Klaudia nie zapytała, co się stało.

Klaudia patrzyła, jak jej składniki gromadzą się w pojemniku i topią w lepką ciecz. Zapach ciepłego cukru i śmietanki roztopił coś w jej wnętrzu, a strumień świadomości nabrał nadmiaru roztopionego odpływu wspomnień.

Szaleje i wylewa się z brzegów samokontroli Klaudii, gdy obrazy nieproszone zalewają jej umysł: babcia Nora, jej prawa ręka uschła i wisiała bezużytecznie u jej boku, taka bez życia; Mama wrzuca ziarniste krówki do kosza; gabinet lekarski, pusty czarny ekran.

Czuła łzy w oczach, ciekły jak krew. Wyciekam, pomyślała Klaudia. Wylewam się, ale wciąż się poruszam, konsekwentnie jak sekundnik na zegarze. Zamrugała oczami, oczyszczając nieprzezroczystą ścianę łez, która zasłaniała cyfry na cukierkowym termometrze.

Zgęstnieje, utwierdzała się w przekonaniu Klaudia. Musiała się utwierdzać, bo bez tego już dawno dałby sobie spokój. Wiedziała, że teraz przydałby się ktoś, kto jej pomoże, kto zacznie za nią mieszać, a ona triumfalnie zacznie je wyciągać. Jedną po drugiej, i dołączyłaby do matek znających tajniki krówek. Byłaby jedną z nich. Prawdziwą, rodzinną.

Nie. Nie powitaliby Klaudii. Nie była dobrą córką. Nie miała własnej córki.

Czasami można było podążać za wszystkimi wskazówkami, a sprawy nadal się nie układały. Klaudia zakrztusiła się soczewicą, jarmużem, jajkami, walcząc z mdłościami, które utworzyły ucisk w gardle. Potrzebowała czegoś słodkiego. Więc poruszyła się, pozwalając łzom płynąć jak krew.

Termometr wzrósł, czerwona rtęć rozciągnęła się i zakwitła. 210, 217. Więc co? Dlaczego nie przeczytała wcześniej? A z jakiego przepisu? Klaudia nie chciała przestać mieszać na tyle długo, żeby to sprawdzić. Nie chciała, żeby krówki się paliły i kruszyły. Już przeciekała; nie mogła sobie pozwolić na rozpad.

Poziom rtęci podniósł się do 225 i Klaudia chwyciła drewnianą łyżkę. Nie chciała tego robić, ale miała drewnianą łyżkę i głód był silny. Potrzebowała tej krówki, musiała posmakować gęstej, maślanej czekolady, ale przede wszystkim potrzebowała, żeby się udało. Potrzebowała wygranej. Potrzebowała tego połączenia.

Miała drewnianą łyżkę. Podniosła telefon i wyciągnęła łyżkę w czasie i przestrzeni. Czy ktoś złapałby drugi koniec? Było wpół do pierwszej.

Klaudia poruszyła się, słuchając głuchego sygnału wybierania. Jeden dzwonek, dwa, trzy.

– Cześć – odpowiedział ciężki głos.

– Mamo, co mam zrobić, gdy krówka osiągnie 234 stopnie? – zapytała Klaudia w pośpiechu.

W odpowiedzi usłyszała kaszel, a potem ciszę. Wreszcie:

– Przestań mieszać. Zdejmujesz to z ognia. Dodaj masło i wanilię i pozwól masie ostygnąć bez dotykania.

To była monotonna recytacja, stały strumień. Mama mogłaby to zrobić przez sen. Dosłownie.

– Okej, dzięki – powiedziała Klaudia, pociągając nosem, który, jak miała nadzieję, nie był słyszalny po drugiej stronie jej rozmowy. – Przepraszam. Możesz już iść spać.

– Nie, nie mogę – Głos mamy teraz ożył – Jest późno. Czy wszystko w porządku?

Termometr opadł, zanurzył się w macie i tonął. Klaudia czuła, jak jej żołądek się zapada, prawie jak mdłości, które ustąpiły kilka dni temu. Czasami potrafiła to utrzymać; czasami nie mogła.

Tym razem nie mogła. Słowa się rozlały, gorzkie i kwaśne jak żółć.

– Straciłem dziecko.

Cisza, a potem:

– Słucham? Tak mi przykro kochanie. – powiedziała już głośniej.

– Tak – westchnęła Klaudia. – Przepraszam. Wiem, że nie mogłaś się doczekać bycia babcią…

– Nie, nie o to chodzi – przerwała mama. – Mam na myśli tylko… wiem co czujesz.

Klaudia zauważyła, że termometr zniknął w masie krówkowej.

– Ty?

– Trzy razy – odpowiedziała mama. – Czasem tak jest, ale nie możesz się poddać.

Klaudia zastanawiała się, ile niewidzialnych ogniw jest w łańcuchu jej prymatek. Zastanawiała się nad niewidzialnym ogniwem, które przypięło ją do tego łańcucha. Kuchnie, krówki i córki, i córki i synowie, którzy mogli być. Mimo to zatłoczone kuchnie – ludzie, którzy dzielą się gorzkimi i słodkimi rodzinnymi przepisami.

Była godzina pierwsza, ale Klaudia rozmawiała przez telefon, dopóki termometr cukierków nie spadł do 110 stopni. Potem podniosła drewnianą łyżkę i znów zaczęła mieszać.

 

Nie zapomnij zasubskrybować mojego blog –> NEWSLETTER

Przeczytaj również

Tak powinno się uczyć szacunku.

close

NEWSLETTER

Dowiesz się pierwszy o promocjach, książkach i ciekawostkach z życia pisarza.

Default image
Dawid Waszak
Articles: 20

10 komentarzy

  1. Super pozdrawiam

  2. Pozdrawiam interesujace

  3. Jakie skomplikowane robienie krówek . Najlepszy przepis był babci .. przyznam się szczerze , ze pogubiłam się czytając ten tekst .. hmmm może to zmęczenie po całym dniu pracy . Obiecuję przeczytam jutro dokładnie i wypowiem się na temat robienia krówek .Mam swój przepis na robienie krówek , nauczyła mnie moja babcia .. Miłego wieczoru .Pozdrawiam..

  4. Swietne. Dziękuję… Rozmarzyłam sie nad zagubionym czasem…

  5. Wspaniały tekst ,wróciłam do dziecięcych lat wspomienia wróciły, zamyślenia jak ten czas ucieka. Pozdrawiam

Leave a Reply